IV LUBELSKIE OTWARCIE SEZONU MOTOCYKLOWEGO 2011 W DNIACH 6 – 8 MAJA 2011 R. CZYLI KRÓTKA RELACJA Z IMPREZY

Już po raz czwarty Rider's Pub otworzył sezon motocykowly w Lublinie. Tak jak przez ostanie  lata miejscem spotkania miłośników motocykli był Camping "Marina" nad Zalewem Zemborzyckim.
Oficjalnie IV Lubelskie Otwarcie Sezonu Motocyklowego rozpoczęło się w piątek 6 maja 2011 r. kiedy otworzyły się bramy do ośrodka i pierwsi motocykliści zajechali swoimi maszynami. Na miejscu czekały na nich silne oddziały wiernych klientów Rider's Pub'u na czele z ich właścicielami Karolem i Anią Mansz oraz hektolitry piwa do wypicia. Jednak jak wiadomo nie od dziś nie samym rykiem silnika człowiek żyje, więc nie mogło zabraknąć dobrych dźwięków płynących ze "zlotowo-rider'sowej" sceny.
Strudzonych motocyklistów jako pierwszy rozgrzał zespół Panta Koina w klimatach oscylujących wokół rockowych niekiedy punkowych brzmień. W między czasie zaczęli rozkładać się pierwsi wystawcy "Lubelskiego Moto-Bazaru", bez którego zlot nie byłby prawdziwym zlotem. Potem było już tylko lepiej. One man show - to slogan stary i wytarty, ale kiedy słuchało się i oglądało występ Alex'a Carlin'a "polskiego kalifornijczyka", rekordzisty Guiness'a w grze na gitarze bez przerwy, nie można postarać się o lepsze określenie. Amerykanin z krwi i kości, ale i gorący  Polak, który obrał sobie ten kraj za miejsce zamieszkania, zaprezentował nie tylko rock'n'rollowe zachodnie standardy, ale również swoje, jakże oryginalne, aranżacje grupy Dżem jak Whisky czy Harley Mój. Jednym słowem Alex Carlin to chodzący encyklopedyczny rock'n'rollowiec o czym mogli z pewnością przekonać się uczestnicy IV Lubleskiego Otwarcia Sezonu Motocyklowego. Po jego występie konieczne było zaczerpnąć nie jednego łyka złocistego napoju, a potem już  tylko z powrotem udać się na występ grupy Alchemia. Lekkie i spokojne nutki w ich wykonaniu przydały się każdemu, aby zebrać siły na gwiazdę wieczoru, czyli grupę Ankh. Oddać słowem ich występ można tylk cytując Frank'a Zapp'e, że "pisać o muzyce, to jak tańczyć o architekturze". Gdyby to komuś nie wytarczyło to warto tylko dodać, że gościnie z Ankh wystąpił Imię Jelonek. Po tak dobrym koncercie zostało tylko udać się na zasłużony spoczynek lub, co z pewnością było lepiej, zadomowić się na kampingu i poznać mnóstwo wspaniałych ludzi sącząć z nimi trunki alkoholowe lub nawet i nie.
Konkursowa sobota
Gdyby ktoś chciał ustalić kiedy rozpoczął się drugi dzień zlotu miałby nielada problem. Gdy jedni dopiero kładli się spać, inni już rozpoczynali dalszą część imprezy. Choć pogoda nie rozpieszczała trudno było znaleźć kogoś z kwaśną miną. Każdy z niecierpliwością czekał na punkt najważniejszy, o którym górnolotnie chciałoby się powiedzieć opus magnum IV Lubelskiego Otwarcia Sezonu Motocyklowego.
W samo południe po "Kempingu Marina" rozpierzchły się, jak poezja, dźwięki motocykli wszelkiej maści i po chwili parada ruszyła w stronę Lublina. Choć każdy korowód wygląda podobnie, to jednak każdy tworzy niepowtarzalny klimat i wspomnienia  nie zatarte do końca życia. W eskorcie policji, o czym nie śniło się motocyklistom z kultowego Easy Rider'a , wszyscy członkowie parady bezpiecznie wrócili na miejsce, gdzie czekały ich kolejne atrakcje. Rzut silnikiem, chodzenie w "pijanych okularach" i płetwach, oraz konkurs na prawo jazdy kategorii A  to tylko niektóre z konkurencji, które rozbawiły i jeszcze bardziej zaaklimatyzowały uczestników zlotu, bez potrzeby opłaty "klimatycznej". Jednak prawdziwe zmagania miały dopiero nastąpić.
Choć siłowanie się na rękę jest starą jak świat dyscypliną motocyklowych zlotów to po raz pierwszy podczas IV Lubelskiego Otwarcia Sezonu Motocyklowego została ona podniesiona do tak wysokiej rangi, a wszystko to upłynęło pod hasłem "Motocyklowego mistrzostwa Polski w siłowaniu na rękę". Atrakcji wydarzeniu dodała rola sędziego w postaci XY VV Mistrza Polski w Siłowaniu na Rękę. Natomiast zwycięskie trofeum odebrał XC. Warto w tym miejscu dodać, że sam zlot zbudził wielkie zainteresowanie mediów m.in. w japońskiej telewizji XXX czy Internetowej Telewizji Lublin, która transmitowała na żywo wydarzenia znad Zalewu Zemborzyckiego.
Muzycznej sceny ciąg dalszy
Po konkursowych emocjach, po których adrenalina mimo wszystko wciąż krążyła we  krwi, można  było wyszaleć się pod sceną, gdzie część muzyczną otworzył znany szerokiej lubelskiej publiczności Dziki Band. Po rock-bluesowych klimatach, a zwałaszcza po rzadko spotykanych cover'ach Dired Strites, nadszedł czas na nietuzinkową mieszankę w wykonaniu grupy Intercity. Po tej kapeli nawet martwy umarłby ze śmiechu. Dobra muzyka, wyśmienity show i jeszcze lepszy frontman. Hangower tylko dolało oliwy do ognia. Na tyle dużo, że mimo deszczu, zgromadzona publicznośc pod barierkami nie pozwoliła im zejść ze sceny. W tym czasie już  grupa Tipsy Train rozgrzewała się na backstage'u, aby po objęciu władzy dać hard-rockową sztuczkę na najwyższym poziomie. Po tych ekscytujących doznaniach muzycznych przyszedł czas, aby zadowolić oczy. Organizatorzy zadbali zarówno o mężczyzn jak i kobiety. Pokaz tańca erotycznego obogja płci wzbudził, jak zawsze, gorące emocje, które zagrzały uczestników aż  do rana, mimo deszczowej pogody.
Ta ostatnia niedziela

Jak na ironię losu niedziela przywitała ciepłą aurą, na sam koniec zlotu, jakby chciała odwdzięczyć się uczestnikom za tak dobrą atmosferę mimo złej pogody. W parku maszyn już  na pożegnanie odbyła się Msza Św. z poświęcieniem motocykli. Zostało tylko pożengać się, dla niektórych wypić łyk ostaniego piwa, kupić pamiątkowy znaczek czy koszulkę i czekać do kolejnego, tym razem już V Lubelskiego Otwarcia Sezonu Motocyklowego organizowanego przez Rider's Pub.